Blog młodej mamy dwójki dzieci o niedużej różnicy wieku. Jest on dla mnie pewnego rodzaju odskocznią. Opisuję elementy naszego życia, daję porady innym rodzicom, umieszczam recenzje produktów dla dzieci. Wyrażam na swoje "ja". Część wpisów tworzy taki mój pamiętnik. Staram się w nim "uchwycić" chwile i zapisać rzeczy warte zapamiętania, które mogą przydać się również innym. Ciągle się rozwijam i szukam nowych tematów, chcę być inspiracją dla innych.

środa, 12 października 2016

Mama zawsze będzie się martwić

 Na poprzednim blogu napisałam (moim zdaniem) bardzo fajny, dla mnie sentymentalny post. Dlatego postanowiłam go umieścić również tutaj, żeby mógł dotrzeć do nowych odbiorców:) 

Mama zawsze będzie się martwić

Szczepienie Julki... Gorączka Olka... To natchnęło mnie do napisania nowego posta.

Oluś, odkąd się urodził, nie chorował praktycznie wcale. Bardzo się cieszyliśmy z tego powodu. Jedyne co się wydarzyło, to guzek sutka. Baliśmy się wtedy bardzo, bo nie wiedzieliśmy co nas czeka, a słowo GUZ zawsze budzi przerażenie. Jednak nie było to nic takiego poważnego i zeszło po antybiotyku. Jedynie ujeździliśmy się na kontrole do szpitala dziecięcego 'Prokocim".
W grudniu, gdy miał niecały rok, zaczął chorować na krtań... Pewnej nocy zaczął się dusić. Pojechaliśmy na dyżur. Dobrze zrobiliśmy,m bo podobno samo by mu nie przeszło. Okazało się, że to zapalenie krtani. Po tym Olek miał podrażnioną krtań i przez kilka kolejnych miesięcy chorował jeszcze kilka razy. Na szczęście miałam już w domu lekarstwa, wiedziałam co robić i czułam się spokojniejsza.
Ciąża.. Też martwiłam się.. I to w obu przypadkach.. zeby dzieci były zdorowe, żeby przy porodzie nic im się nie stało.. Martwiłam się.
Wczoraj Julka miała szczepienie. Nie pierwsze przecież, a jakoś tak się martwiłam... Że będzie płakać, że potem może się źle czuć... Mimo, ze uwazam, ze szczepienia sa bardzo dobre (o czym planuje w przyszłości napisać)  i szczepimy Julke dodatkowo. Martwiłam się, zwyczajnie, jak mama...
Dziś obudziłam się, a maz do mnie "Ej Olek ma 38 stopni". Poleciałam do niego, a on taki pół żywy... Cały czerwony.. Prawie sie nie ruszał. Nie chciał wypić lekarstwa. Dopiero jak mąż przyniósł soczek i Olek się napił, udało mu się dać lekarstwo na zbicie gorączki.
Temperatura szybko spadła, Olek potem wyglądał jak całkiem zdrowy. Nic mu więcej nie było, więc myślę, że winowajcą są zęby, bo idą mu piątki, ale i tak..martwiłam się.

Za każdym razem, gdy Olek się uderzy, skaleczy, gdy muszę zostawić dzieci w domu, bo mam jakieś załatwienie, MARTWIĘ SIĘ...

Tak! MARTWIĘ SIĘ... To nieodłączny element bycia mamą. Zawsze będziemy się martwić. To znaczy, że kochamy, że zależy nam na naszych dzieciach... Byle głupota, może być powodem do zmartwień. Ale to nic złego! Tak myślę... Nie ma nic dziwnego, ani złego w tym, że się martwię. Jestem mamą. Kocham swoje dzieci nad życie. Nie chce żeby cierpiały. Chce żeby miały życie jak najlepsze... więc martwie się.

Zawsze dziwiłam się mojej mamie, że się tak martwi o mnie i brata... Teraz jej się wcale nie dziwie.. Bo jestem mamą.. Martwie się..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz